Spacer z Zośką jest czymś wspaniałym, dziecięca naiwność , miłowanie każdej napotkanej istoty, chęć poznawania wszystkiego i totalny zachwyt rzeczami tak prostymi, których ja już od wielu lat nie dostrzegam. Każdy promyk, kwiat,strumyk, kamyczek a nawet piórko które widzi Zośka wywołuje na jej twarzyczce niesamowite szczęście i radość. Przebywając w jej obecności człowiek staje się lepszy zaczyna dostrzegać to o czym dawno zapomniał o radości jaką może sprawiać życie.
Czerwiec to czas w którym wiele ludzi postanawia wejść w związek małżeński.Zadzwoniła dziś do mnie przyjaciółka z prośbą abym wymyśliła jej prezent coś innego i niespotykanego. Długo myślałam bezowocnie ale pomysł w końcu przyszedł:))mam nadzieje że się spodoba.
Długo na nią czekaliśmy jak by całą wieczność zima była taka sroga że teraz każdy cieplejszy podmuch powietrza jest wychwytywany przez nas niczym najdroższa chwila... Jednak gdy patrzę za okno to widzę iż migdałek wciąż nie jest przekonany co do jej powrotu, jest nieufny gdyż pąki są jeszcze bardzo mocno zamknięte. Po zimie człowiek wydaje sie jakiś szary i zamknięty w sobie, jest to pewnie efekt długiego okresu bez słonka, patrząc na tofika który przemieszcza sie razem ze słonkiem na tarasie lub na zaskrońca wygrzewającego sie zaraz w sąsiedztwie żaby która spogląda na mnie jakoś nie ufnie , stwierdzam iż nie tylko ludzie są spragnieni promieni słonecznych ale także zwierzęta i rośliny. Zosi stanowczo podoba się wiosna, a w szczególności do gustu przypadły jej stokrotki i prymulki, patrząc na nią już dziś można powiedzieć że wdała się w rodziców.:))